Warszawa - Witold Mrozek, urodzony w 1986 roku, pracuje jako dziennikarz i felietonista dla Gazety Wyborczej, najważniejszej lewicowo-liberalnej gazety w Polsce. Pracuje również jako krytyk teatralny i dramaturg, publikuje teksty w Krytyce Politycznej. Redakcja Berliner Zeitung poprosiła Witolda Mrozka o opis obecnej sytuacji politycznej w Polsce z liberalnej perspektywy i ocenę pracy rządu. Jednocześnie publikujemy esej Jana Rokity, konserwatywnego publicyste i bylego polityka, który patrzy na sytuację polityczną w Polsce z konserwatywnej perspektywy. Esej Jana Rokity można znaleźć na internetowych stronach Berliner Zeitung w języku niemieckim i polskim. Esej Witolda Mrozka ukazał się również online na stronach Berliner Zeitung w wersji polskiej i niemieckiej.

Wersja tego tekstu po niemiecku

10 lutego prywatne telewizje, radia i portale wyłączyły się zupełnie na jeden dzień, nadając jedynie komunikat o proteście – na czarnym ekranie. To protest przeciw planom wprowadzenia dodatkowej opłaty dla wszystkich mediów, które i tak zbiedniały przez COVID-19, tracąc reklamodawców i częściowo wpływy ze sprzedaży.

Objęte nową opłatą reklamy miałyby częściowo wesprzeć opiekę zdrowotną. Ale 35% wpływów z nowej opłaty miałoby być przekazane na specjalny fundusz wsparcia mediów, którym kierowałby minister kultury. W praktyce oznaczałoby to, że media niezależne czy opozycyjne musiałyby płacić haracz na i tak hojnie wspierane media publiczne i prorządowe.

W sprawie opłaty medialnej głos zabrał osobiście prezydent Andrzej Duda. Mówił zgodnie z linią argumentacji rządu – że międzynarodowe medialne korporacje powinny dzielić się zyskiem. Tyle tylko, że trudno wierzyć, by polskie władze faktycznie taki podatek były w stanie wyegzekwować od amerykańskich cyfrowych gigantów, jak Facebook, Google czy YouTube, albo choćby próbowały to zrobić. Gdy ostatnio deklarowały taki zamiar, wystarczyła nieformalna prośba byłego wiceprezydenta USA Mike’a Pence’a, by rząd natychmiast wycofał się z pomysłu tzw. podatku cyfrowego. Jedyne, co Polska dostała w zamian za tę rezygnację, to publiczne zapewnienie o „głębokiej wdzięczności” Amerykanów i ich wiceprezydenta, wygłoszone na konferencji 2 września 2019 r.

Ludzie mediów wiedzą, że plany rządu są wymierzone w liberalną telewizję TVN czy opozycyjną „Gazetę Wyborczą”, a Dolina Krzemowa może spać spokojnie. Argumentują, że nowa opłata przyczyniłaby się do dalszych zwolnień dziennikarzy i osłabiła i tak pogrążoną w kryzysie branżę.

Dziś nowej opłacie medialnej sprzeciwia się partia-koalicjant PiS, „Porozumienie“ Jarosława Gowina, której jako najbardziej liberalnej części rządu najbliżej do bardziej konserwatywnej części dzisiejszej opozycji. Jeśli w czasie głosowania partia „Porozumienie“ pozostanie konsekwentnie przeciwna, pomysł opłaty może upaść. Tyle, że takie porażki rząd rekompensuje sobie i ekstremistycznej części swojego elektoratu kolejnymi ofensywami wojny kulturowej przeciw kobietom i mniejszościom seksualnym.

Odpowiedź Jana Rokity na ten tekst – konserwatywne spojrzenie na Polskę

Przykład? Prokuratura postawiła właśnie zarzuty Marcie Lempart, jednej z liderek Strajku Kobiet – gigantycznych demonstracji przeciw jeszcze ostrzejszemu odebraniu Polkom prawa do aborcji, których najnowsza fala rozpoczęła się w październiku 2020. Ma odpowiadać za „znieważanie policjanta”, spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego – poprzez organizację protestów – oraz publiczne pochwalanie przestępstw. To ostatnie oznacza publiczną aprobatę wobec pro-choice’owych napisów na kościołach podczas demonstracji. Lempart może grozić nawet 8 lat więzienia – czy będzie pierwszym od lat więźniem politycznym w Polsce?

Z kolei aktywistka Elżbieta Podleśna zatrzymana została w 2019 w swoim domu zatrzymana przez policję – tylko za to, że w sprzeciwie wobec nagonce Kościoła katolickiego i władzy wydrukowała wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą. Akcję policji pochwalił publicznie ówczesny minister spraw wewnętrznych. Za obrazę uczuć religijnych w polskim prawie grożą nawet dwa lata więzienia. Prokuratura postawiła zarzuty, a w styczniu 2021 rozpoczął się proces. Przed sądem przemawiał ksiądz, dowodzący, że Podleśna obraziła uczucia religijne jego i jego wiernych. Kaja Godek, liderka ruchu antyaborcyjnego i bohaterka skrajnej prawicy, występuje w procesie jako oskarżycielka posiłkowa.

Jak zamrozić uniwersytety

Obóz władzy próbuje również używać sądów do ograniczania wolności badań naukowych. Zwłaszcza nad udziałem Polaków w Zagładzie Żydów podczas niemieckiej okupacji, organizowanej przez hitlerowskie władze. Zajmujący się tym tematem naukowcy prof. Barbara Engelking i prof. Jan Grabowski wyrokiem sądu muszą przeprosić za pomylenie w książce dwóch mieszkańców jednej wsi o tym samym imieniu i nazwisku, z których jeden zarówno uratował Żydówkę, jak i organizował obławę na ukrywających się Żydów razem z Niemcami – typowo skomplikowana sprawa z czasów wojny.

Wyrok był znacznie mniej surowy niż chciała tego okołorządowa fundacja „Reduta Dobrego Imienia“, która wystąpiła z pozwem – historyków nie ukarano wysoką jak na polskie realia kwotą 100 tys. zł (ok. 25 tys. euro), a sąd podkreślił, że wyroki nie powinny blokować badań. Ale rządowe media przedstawiły to jako wielkie zwycięstwo i słuszną karę za szkalowanie całego narodu polskiego. Władza chce osiągnąć efekt mrożący – historycy, którzy będą zajmowali się w przyszłości tematem, będą pamiętać o tym wyroku a Reduta Dobrego Imienia będzie wytaczać kolejne procesy sądowe. Prowadzenie takich badań będzie w końcu wymagało heroizmu – narażania się na szykany i na wyrok bardziej bliskiego władzy sędziego, który ukarze kolejnych badaczy ostrzej. Skazani naukowcy zapowiadają apelację.

Prezes Telewizji Polskiej, Jacek Kurski, człowiek wysoko postawiony w strukturach władzy, wprost zapowiedział w wywiadzie z lipca 2020, że następne w kolejce wrogów PiS powinny być media i uniwersytety – i to właśnie się dzieje. Owszem, nie ma mowy o zwalnianiu naukowców czy likwidacji uczelni. Ale minister nauki Czarnek, znany z homofobicznych wypowiedzi, otwarcie grozi odbieraniem finansowania tym uniwersytetom, które są krytyczne wobec władzy – np. tolerując liczne ostatnią jesienią protesty studentów. Kurski postulował „pluralizację prywatnych mediów elektronicznych“ czy „stworzenie choć jednego w pełni pro-polskiego uniwersytetu“ – co było iście Orwellowskim wezwaniem do zwiększenia wpływu władzy na prywatne media i jasnym określeniem polskich uniwersytetów jako „antypolskich”.

Medialna ofensywa

Zdarzenia, sprawy sądowe i decyzje, o których tu piszę, obejmują okres niespełna miesiąca. To dziesiątki większych i mniejszych konfliktów, z których zawsze część uchodzi publicznej uwadze. We wszystkich biorą udział instytucje kontrolowane przez rząd lub blisko powiązane z rządem i partią rządzącą. Szczególnie istotna jest tu prokuratura, która podlega już bezpośrednio władzy, a w której ci prokuratorzy, którzy nie są ślepo posłuszni, karani są dziś nagłymi przeniesieniami na placówki daleko od domu.

Wreszcie, ważną rolę pełni tu medialny oligopol władzy, jednocześnie pozostający pod kontrolą rządu – a zarazem często nie będący formalnie jego częścią. Publiczna telewizja, jak policzył portal fact-checkingowy OKO.press, otrzymała od rządu przez ostatnie 1,3 miliarda euro dotacji, plus setki milionów z prywatnych firm i instytucji. Do prywatnych pism takich, jak „Sieci”, „Gazeta Polska” czy „Do Rzeczy” spływają dziesiątki milionów ze spółek skarbu państwa. Źródła finansowania bywają zaskakujące. Podległy Ministrowi Sprawiedliwości tzw. Fundusz Sprawiedliwości powinien służyć resocjalizacji oraz ofiarom przestępstw – tymczasem minister finansuje z niego np. homofobiczne dodatki w sprzyjającej rządowi prasie, teksty mające przeciwdziałać „przestępstwom związanym z ideologią LGBT”.

Albert Zawada
Autor

Witold Mrozek, urodzony w 1986 roku, pracuje jako dziennikarz i felietonista dla Gazecie Wyborczej, najważniejszej lewicowo-liberalnej gazety w Polsce. Pracuje również jako krytyk teatralny i dramaturg, publikuje teksty w Krytyce Politycznej.

Głównym czarnym charakterem są w tych mediach Niemcy, których negatywny wizerunek jest doprowadzony do absurdu. Trudno przez to w Polsce racjonalnie krytykować to, z czym naprawdę mamy w naszych relacjach problem – jak np. budowę Nord Stream 2. Rządowa telewizja potrafi kilka dni atakować byłego premiera, potem szefa EPL Donalda Tuska, bo swoje przemówienie z życzeniami dla kolegów z CDU wygłosił po niemiecku, co prezentowane jest jako… zdrada. Albo też publiczny serwis informacyjny głosi, że Niemcy mają problem z homofobią, bo… zakazały tzw. „terapii konwersyjnych”. Tak, „Wiadomości” TVP naprawdę wyraziły taką opinię – 28 września 2020, komentując list ambasadorów przeciwko nagonce na społeczność LGBTQ+ w Polsce.

Walka o wolności obywatelskie w Polsce wkroczyła w kolejną fazę. Politycy rządzącej nami partii będą powtarzać, że w Polsce jest wolność słowa – ba, że jest większa niż na Zachodzie, bo przecież w USA Twitter zablokował konto Donalda Trumpa. Jednocześnie kolejne obszary życia społecznego będą doświadczać mniej lub bardziej miękkich represji. Partia PiS wypowiedziała we własnym państwie społeczeństwu obywatelskiemu i rozumianej w sposób zachodni wolności słowa wojnę hybrydową.